Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/595

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Do dziewki ślicznej, owej wiernej czuby;
Zjadł i napił się; a zagrzawszy głowy,
Jeszcze mu były udatniejsze mowy,
I tak dalece, że tej nocy cale
Wyperswadował życie wdowy, ale
Nie tylko życie, lecz życie dla siebie
Tak nagłe, (w nagłej tak bywa potrzebie)
Że i bez ślubu, nie czekając wiele,
W grobie przy ciele stało się wesele,
Straszna odmiana! Kupidyn przemienił
Ów grób w łożnicę, żołnierz się ożenił.
Tym czasem, kiedy nową żonę cieszył,
Krewny owego złodzieja pośpieszył
I urznął trupa, ukradł z szubienicy.
Kiedy wychodzi pan młody z łożnicy,
Widzi, że podrwił, nie wie, co z tym czynić,
Wie, że go będą sądy strasznie winić
I każą całe obiesić go pono.
Tedy powraca i radę z swą żoną
Prędko zabiera, szerzy się z swą stratą,
Dokłada, że go i obieszą za to,
Aż ta miłośna, wraz zapamiętała,
Tego, co umrzeć za którego chciała,
Nowemu swemu mężowi wydaje
I ciało męża obiesić mu daje,
Mówiąc: „Jużci on nie użyje pewnie,
„Choćbym płakała jeszcze dłużej rzewnie;
„Tyloć on wczasu, jak w grobie, zażyje
„Na szubienicy, a zaś ciało czyje,
„Nikt nie postrzeże. Weźże umarłego,
„A siebie chowaj już dla mnie zdrowego!“
Tak o jedną noc żołnierza poznała,