Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/513

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Nie mógł ci grzbietu nadłamać wiatr srogi.
„Czekajmyż końca!“ Wtym dla blizkiej burzy
Przestaje mowić. Niebo się zakurzy
Czarnemi dymy, od północy brzegu
Sroży się Eol w swych hufców szeregu.
Dąb zadrżał, a trzcina
Do ziemi się zgina:
Powiększą wiatry swe siły
Tak. aże dęba zwróciły.
Wy dęby — wielcy panowie;
Wy trzciny — biedni kmiotkowie.

J. Koblański.
8. Trzcina i chmiel.

Chmiel się wił koło trzciny, miał jej dopomagać,
Wspierał ją; ale, kiedy zbyt się zacząl wzmagać,
Rzekła trzcina: „Daj pokój, już ja mocno stoję.
„Już i bez twego wsparcia wiatrów się nie boję.“
— “Mylisz się — chmiel jej rzecze przyjdą wiatry gorsze.“
Więc, gdy coraz gałązki rozpościerał sporsze,
Przyszło wreszcie do tego: wiatr trzcinę ocalił,
A chmiel, co miał podeprzeć, złamał i obalił.

I. Krasicki.
9. Modrzew i sosna.

Pyszny przybraną barwą za nadejściem wiosny,
Szydził zielony modrzew z oczerniałej sosny.
Ta, znając, jak się dumy powodzenie mieni,
Milczała na to w lecie, milczała w jesieni.
Zionęła mrozem zima, dmuchnął wiatr zdziczały,
I z pysznego modrzewia listki obleciały.