Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/507

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zała swą moc. Nie dbając trzcina na to jego chełpienie, tak odpowiedziała: „Nie chcę się ja z tobą sprzeczać, a tego mi też nie żal, czymem jest, bo, choć się ja każdemu wiatrowi uchylam, wszakże się wżdy nie powalam; ale ty, skoro na cię nagle wiatry przyjdą, powaliwszy się raz, więcej nie wstaniesz; tam się z ciebie ja śmiać będę“.
Nie zawsze ten mężny bywa, kto kogo wywabia, zwłaszcza, gdy nie potrzeba; pospolicie taki czasu potrzeby gęby uchyla.

Fabuły Ezopowe.
3. Dąb i trzcina.

Dąb i trzcina spór wielki raz z sobą trzymali,
W którym, gdy uszczypliwiej sobie przymawiali,
Rzekł dąb trzcinie: „Cóż czynisz? ze mną się chcesz wadzić?
„Nie wiesz, że ja każdego umiem z siebie zsadzić
„Mocą swą przyrodzoną? Wytrwam ja gromowi,
„Wytrwam wiatrom i gradom, wytrwam piorunowi;
„A ty, by namniejszy wiatr, zaraz czołem bijesz,
„Ledwie że się przed wiatry pod wodę nie kryjesz!“
Umilkła zatym trzcina, za wygraną daje,
Bo więc przeciwko prawdzie rozumu nie staje.
W kilka dni potym, gdy się wiatry rozigrały
I nad zwyczaj się prawie zewsząd siłowały,
Trzcina raz się położy, jakby ją podkosił,
Drugi raz się podniesie, jakby ją kto wznosił;
Dąb się zaś opierając ogromnie szumowi,
Nie chce w nakłony podać gałęzia wiatrowi.
Wszakże się mocy jego przecię nie uchronił,
Bo go wiatr tuż przy ziemi gwałtownie przyłomił.
A wtym trzcina do dębu rzecze temi słowy: