Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I potkał sie z mężem dzikim,
Który przyjażń hnet złączył z nim.
W swoję go kuczę wprowadził,        5
Przywitawszy, i posadził;
Tam przyjaźni poprawili,
Wdzięcznie z sobą pomówili.
Potem więc za stołem siedli,
Dano karmią, aby jedli;        10
Człowiek, iże się kurzyła,
Mnimał, by gorąca była.
Wziął jej łyżkę, na nię dmuchał,
A gospodarz go zapytał:
„Miły bracie, co to działasz,        15
„Iż na łyżkę tako dmuchasz?“
„A to — pry — sobie studzę,
„Gdy gorąco, jako widzę,
„Abych sie w usta nie sparzył,
„Jeślibych tak prosto włożył“.        20
A kiedy więc obiad zjedli,
Chodzić zasię sobie wstali,
A iże słońce nie było,
Powietrze się oziębiło,
Człowiek, iż zimne ręce miał.        25
Chuchając w nie, tako sie grzał.
Spytał go zasię towarzysz:
„Co tako jedno czynisz?“
On rzekł, iż „zimne ręce mam,
„Tako je sobie nagrzewam“.        30
Dziki mąż sie temu dziwił,
Tako ku czlowieku mówił:
„A więc ty takie usta masz,
„Iż dwoję rzecz imi dzialasz,