Przejdź do zawartości

Strona:PL Chawa Rubin.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 22 —

całodziennem lataniem, gdy paroksyzm radości przeminął, uczuła gwałtowne w nogach omdlenie. Dowlokłszy się więc do najbliższej wioski, weszła do karczmy. Za stołem siedział Franek obok młodego, nieznajomego człowieka, z którym przeglądał pakiet pocztowy i raczył się wódką. Stojący nieopodal Żyd, karczmarz, przypatrywał się ciekawie tej wesołej biesiadzie.
 — Niektóre ludzie w pocztowej służbie — mówił nieco już podchmielony Franek do swego towarzysza — mają takie w palcach czucie, co odrazu poznają, czy w liście są pieniądze.
 — W tym być muszą - odrzekł towarzysz — grube, tłuściuteńkie. Możeby wypatroszyć?
 — No!
 Chawa zajęta swojemi myślami, nie zauważyła dobrze tej sceny i kupiwszy dwa placki, wyszła przed karczmę, usiadła na klocu i jeść zaczęła. Przez otwarte okno dolatywały do jej uszu głośne śmiechy, a raz nawet wyraźna, niezrozumiała dla niej groźba Franka:
 — Ja by ją naznaczył!
 Po chwili Franek wyszedł z karczmy pijany i zatoczył się do swej biedki, na którą z wielkim trudem usiadł.
 — Hej, Żydówka, jedziesz ze mną? — zawołał.
 — Nie — odrzekła Chawa.