Strona:PL Cezary Jellenta Dante.djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ne i przedstawicielstwo stanów miejskich tak wybitne, że wykluczało ono formalnie patrycyuszów od udziału w sterowaniu rzecząpospolitą. Co prawda, dali oni sobie prędko radę z ograniczeniami, zwłaszcza, że te nie były zgoła radykalne i wystarczało zapisać się do jednego z wyższych i mocniejszych kunsztów (zgromadzeń zawodowych), ażeby utracone przywileje odzyskać, a w każdym razie stanąć na równi z mieszczaństwem. Były to bowiem w rzeczy samej rządy wyższego t. j. zamożnego, inteligentnego mieszczaństwa. Florencya i w tem dawała dowody wielkiego rozumu stanu, że zostawiała otwartą furtkę stanowi rycerskiemu. Nie szło jej bowiem o rozdmuchywanie nienawiści klasowych, lecz jedynie o utrwalenie słusznych swych praw i względnego pokoju. Zobaczymy w dalszym ciągu, że umiała ona bronić swej wolności i praw mieszczańskich wobec ciągle ponawianych zamachów i że te prawa zdołała nawet znakomicie umocnić. Szczytowy zaś, najbardziej krańcowy okres tej rosnącej wciąż demokratyzacyi ma dla nas szczególne znaczenie, albowiem odegrał rolę bezpośrednią w losach Alighierego.
Tymczasem jednak nie zawadzi wyjaśnić sobie, jaki był stosunek wzajemny owych trzech przeciwieństw, dzielących Florencyę. Nie ulega kwestyi, że w jednem sumieniu łączyły się nieraz najrozmaitsze sympatye i kierunki, ale przeważnie Czarni szli ręka w rękę z arystokracją: Biali mieli za sobą lud, śród którego zażywał miru trybuna — Vieri Cerchi. Jedni zaś i drudzy należeli do gwelfów, co już samo przez się charakteryzuje odosobnione i niekorzystne stanowisko gibelinów. W ogólności przyjąć można, że Florencya była starodawnem, uznanem siedliskiem gwelfów.
Patrząc na mozolny, ale niezachwiany, rozwój duszy tego dziwnego miasta z odległości sześciu wieków, na