Strona:PL Cecylia Niewiadomska - Za późno.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiem, — to było jeszcze gorzej. Uciekła, jak szalona. Co to będzie, co będzie! Z początku wcale myśli zebrać nie mogła, nie wiedziała, co robi. Skryła się w dziecięcym pokoju za starą sofę i nie wyszła stamtąd do obiadu. Całe szczęście, że Maciejowa nic jeszcze widać nie spostrzegła, stryj po obiedzie dopiero zobaczy, — no, i cóż jej może zrobić? Zamknie oczy i nie będzie widziała jego spojrzenia: przecież jej nie zabije? Nie wypędzi chyba z domu?...
To ostatnie pozostawiało trochę wątpliwości, przytem fartuszek był okropnym świadkiem, więc się nie odważyła dnia tego usiąść do stołu. Powiedziała, że jest chora, uparła się i została za starą sofą.
Potem zasnęła widać, gdyż obudziła się dopiero przed wieczorem. O atramencie nikt nie mówił, widocznie nie zrobiła szkody i tak się nadręczyła niepotrzebnie. Nazajutrz chciała się przekonać, co stryj zrobił z powalaną kartką, lecz drzwi jego pokoju zamknięte były na klucz.
Zamykał je przez cały tydzień, potem oddał klucz Maciejowej, a w parę tygodni wszystko było znów jak dawniej. Zosia skorzystała z tego zaraz: teraz będzie ostrożniejsza, a tyle jest tam rzeczy, których nie zna wcale, — nawet książki z obrazkami!
Wemknęła się cichuteńko i usiadła na dużym fotelu. Na »świętem biurku« tyle książek i papierów! Jedna leży otwarta. Zosia chciała przeczytać tytuł: za życia matki uczyła się co dzień, ale pewno już zapomniała.
Westchnęła, z natężoną uwagą wpatrując się