Strona:PL Buffalo Bill -34- Demon Wody Ognistej.pdf/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Kobieta patrzyła na bandytę rozszerzonymi ze strachu oczyma, a on mówił dalej spokojnie i rzeczowo:
— Mam nadzieję, że teraz powiesz mi, dlaczego opuszczasz Bloosom Range.
— Myślałam, że... że wy... wyjechałeś...
— Bardzo mi przykro, ale wyjeżdżam dopiero teraz. To było dość trudne.
Bandyta wyjrzał przez okno, uśmiechnął się i rzekł:
— Jesteśmy już daleko. Tym razem mam przyjemną podróż i mam wrażenie, że i tobie nie nudzi się w moim towarzystwie. Mam nadzieję, że zapomniałaś już o drobnym nieporozumieniu, jakie nas dzieli. John Ward nie żyje już od dawna, a Buffallo Bill nie schwytał mnie do dzisiejszego dnia.
— Nie zapomnę nigdy — rzekła twardo Vera Bright w nagłym przypływie odwagi. — Musisz odpokutować za śmierć Johna Warda! Przysięgłam ci zemstę i dotrzymam słowa!...
Bandyta błyskawicznym ruchem wyrwał z za pasa rewolwer i położył go obok siebie na siedzeniu.
— Nie obawiaj się! — zawołał z szatańskim uśmiechem. — Użyję go tylko w obronie koniecznej. A teraz gadaj. — co masz w walizie?
— Suknie... — szepnęła artystka.
Benson wymierzył w jej stronę rewolwer i rzekł spokojnie:
— Ani słowa. Za każdy podejrzany ruch kula w łeb. Znasz mnie dobrze! Jeśli coś mówię, zawsze dotrzymuję słowa.
Benson otworzył walizkę, wydobył z niej suknie i począł je dokładnie oglądać.
— Cody znajduje się niedaleko... — rzekł cicho. — To więcej niż pewne. Muszę się pospieszyć. Musisz mi wybaczyć, że pożyczę od ciebie jedną z tych pięknych sukien.
— Co chcesz uczynić?
— Zmieniam płeć! — odparł bandyta z uśmiechem.
Bandyta szybko i wprawnie narzucił na strój podróżny suknię, zasłonił twarz woalką i po chwili wyglądał zupełnie jak kobieta. Przejrzał się w lusterku aktorki i mruknął z zadowoleniem:
— Teraz nie pozna mnie nie tylko Cody, ale i sam diabeł... Mam nadzieję, że będziesz zachowywała się rozsądnie... Zbliżamy się do Stag Mountain, a tam spodziewam się natknąć na Buffallo Billa. Jeśli nas zatrzyma, nie odzywaj się, gdyż w przeciwnym razie odezwie się mój rewolwer...
Vera Bright nie odpowiedziała ani słowa.
— Hej wy tam w środku! Nie boicie się? — zabrzmiał z kozła głos Hanka Elmore.
— Czego? — zapytał Benson.
— Dojeżdżamy do Stag Mountain....
— Cóż z tego?
— Tim Benson może być w tej okolicy!

Buffalo Bill działa

Matt Shepard, który pełnił obowiązki szeryfa w Bloosom Range wpadł jak bomba do pokoju Dzikiego Billa Hickocka w hotelu „Pod Orłem“.
— Słuchaj, chłopie!... — zawołał zgorączkowany. — Przed chwilą dowiedziałem się, że Tim Benson opuścił miasto!
Dziki Bill zerwał się na równe nogi.
— Skąd wiesz? — zawołał. — Kto ci to powiedział?...
— Barney, chłopiec stajenny...
Dlaczego zawiadomił cię dopiero teraz.
— Sam zorientował się zbyt późno. Powiada, że ten staruszek który wyjechał wraz z Verą Bright, to właśnie Benson.
— Trzeba uprzedzić Buffallo Billa.
— Gdzie on jest?
— Dość daleko, w okolicy Stag Mountain.
— Do pioruna! Czy zdążysz na czas?
Hickock nie zdążył już odpowiedzieć. Jednym skokiem znalazł się przed domem, pobiegł jak strzała w kierunku stajni i po chwili mknął już z szybkością wichru w kierunku Stag Mountain. Po pewnym czasie zwolnił jednak biegu, gdyż kurz, unoszący się nad drogą świadczył, że znajduje się w pobliżu dyliżansu.
— Benson pozna mnie odrazu... — pomyślał Dziki Bill.
Nie namyślając się długo skręcił w bok i pogalopował naprzełaj, poprzez skały i pagórki. Od czasu do czasu patrzył na zegarek i obliczał, czy uda mu się napotkać Buffallo Billa zanim dyliżans dotrze do Stag Mountain.
Wreszcie dotarł do wejścia do kanionu i wpadł w wąwóz w dzikim galopie. Z radością stwierdził, że przybył na miejsce przed dyliżansem.
Nagle z krzaków błysnęła lufa karabinu i znajomy głos zawołał:
— Jeszcze chwila, a wpakowałbym ci w głowę porcję ołowiu! Dokąd tak pędzisz, do stu tysięcy grzechotników!
Dziki Bill zatrzymał konia.
— Nick! — zawołał. — Gdzie Cody?
— Jestem! — zawołał Buffallo Bill, wynurzając się z zarośli.
— Mam nowiny!.. — zawołał zdyszany Hickock.
— Mów prędzej — rzekł Król Granicy.
— Benson jest w dyliżansie!
— Do pioruna! — zawołał baron van Schnitzenhauser, który znajdował się w towarzystwie wywiadowców. — Kto ci to powiedział?
— Shepard dowiedział się od chłopca stajennego i natychmiast przybiegł do mnie z tą nowiną.
— Czy Benson jest sam? — zapytał Buffallo Bill.
— Nie. Vera Bright jedzie tym samym dyliżansem.
— Na stanowiska! — zakomenderował Buffallo Bill. — Dyliżans powinien tu być za pięć minut.
Kanion doskonale nadawał się jako miejsce na zasadzkę. Był bardzo wąski i otoczony ze wszystkich stron wysokimi i stromymi ścianami skalnymi. Dlatego też był zwykle ulubionym miejscem Tima Bensona, który tu urządzał zasadzki na dyliżanse.
Zaledwie przyjaciele ukryli się pomiędzy skałami i krzewami na brzegu wąwozu, w pobliżu dał się słyszeć turkot kół dyliżansu, tętent kopyt końskich i głos Hanke Elmore, który śpiewał na całe gardło, aby sobie dodać animuszu. Woźnica nie był tchórzem, ale przeprawa przez ten diabelski wąwóz nie należała do rzeczy przyjemnych.
Dotychczas wszystko było w porządku. Hank Elmore modlił się w duchu, aby Benson nie zjawił