Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Bonjour panie Senatorze
Jak tam wieje dziś na dworze?...
Czy pogoda proszę Ciebie?
Ni jednej chmurki na niebie!
Słońce świeci w wspaniałości,
Jak twarz króla Jegomości! —
Ależ Panie Szambelanie,
Coś tam huczy gdyby w ulu?..
Ale najjaśniejszy Panie,
To lud za twe zdrowie królu
Za apetyt, sen się wszystek,
Modli — niedrży żaden listek!...
Co to za grzmot mój podczaszy?
Dzwonią okna, aż mnie straszy,
I odważny królów wzorze
To z dział biją tam na górze...
Za twe długie panowanie —
Ależ właśnie — jest śniadanie..
Ależ o Mości Panowie!
Być nie może! sam obaczę,
Toż mój dwór pogodą zowie?..
Snię czy widzę? toć jak baczę
Wyję wichrów moc szalona
A! tam burza rozjuszona!..
Nic to królu... jako burza
Przeciw Bogu, przeciw tobie
Rewolucya tłum zachmurza,
Ale z dział gdy palniem sobie
Wszystko znikło... w czci, miłości,
Wita króla Jegomości!...
Toć dwór pewnie lepiéj wiedział,
Musi cisza być na dworze —
Przysłyszało mi się może...
Spuszczę okno! niepowiedział,
A grom jasny z wysokości,
Palnął w króla Jegomości!..