Strona:PL Bronte - Villette.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szy człowieku! Ty najstraszniejszy kłamczuchu, jaki tylko może być na całym świecie!

Z rana w dniu wyjazdu pana Home‘a on i jego córka odbyli rozmowę sam na sam, ukryci na ławeczce za firankami okiennymi.
— Czy nie mogłabym zapakować mojej skrzynki i pojechać razem z tobą, ojczulku? — szepnęła zupełnie poważnie.
Potrząsnął przecząco głową.
— Sprawiłabym ci kłopot?
— Tak, Polly.
— Dlatego, że jestem mała?
— Dlatego, że jesteś mała i wątła. Podróżować mogą tylko dorośli, silni ludzie. Nie miej jednak takiej smutnej minki, małe moje kochanie; łamiesz mi tym serce. Ojczulek powróci wkrótce do swojej Polly.
— Nie jestem wcale smutna, wcale nie jestem smutna, ojczulku.
— Przykro byłoby mojej Polly, gdyby miała sprawić ból swojemu ojczulkowi, prawda?
— Jeszcze przykrzej niż przykro.
— W takim razie moja Polly musi być wesoła: nie płakać przy pożegnaniu i nie smucić się po moim wyjeździe. Musi myśleć o tym, że będziemy znów rychło razem i starać się być wesołą do tego czasu. Czy mogę liczyć na to, że moja ptaszyna będzie się starała być wesołą?
— Będzie się starała.
— Wierzę, że tak będzie. Żegnaj więc, kochanie. Czas już na mnie.
Teraz?! Już teraz?!...
Podała ojcu drgające usteczka. Ojciec jej załkał, ale ona — zauważyłam to — nie płakała. Zsunąwszy ją ze swoich kolan, uścisnął na pożegnanie ręce wszystkich obecnych i odjechał.
Kiedy drzwi wejściowe do hallu zaniknęły się za nim,