Strona:PL Bronte - Villette.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


śleć, czułam jednak, że fantazjuję tak samo niezdrowo i nielogicznie, jak ta, trawiona niedziecięcą tęsknotą, mała dziewczynka.
Rzadko podchwytywało ucho moje pojedyńcze słowa jej modlitwy, tak cichuteńko ją szeptała; czasem nawet była jej modlitwa zupełnie niema, nie wypowiadana artykułowanymi dźwiękami. O ile jednak, w rzadkich chwilach udawało mi się rozróżnić jakieś słowa, było nimi niezmienne wezwanie: „Ojczulku, drogi mój ojczulku!“
Zrozumiałam, że mam przed sobą jednotorową organizację duchową, zdradzającą skłonności maniakalne, które uważałam zawsze za największą klęskę, jaką może być dotknięta natura ludzka, bez różnicy mężczyzn, czy kobiet, nimi obciążonych.
Trudno przewidzieć, do czego mogłoby w końcu doprowadzić małą jej samoudręczanie się, gdyby trwało w dalszym ciągu, nie udaremnione przez nikogo. Na szczęście wszakże, uległ nastrój dziecka nagłemu niespodziewanemu zwrotowi.
Pewnego dnia pani Bretton, chcąc wydostać małą z kąta, w który stałe zaszywała się, i zająć czymś jej umysł, posadziła ją na ławeczce pod oknem i poleciła jej policzyć ile pań i ilu panów przejdzie ulicą w ciągu określonego czasu. Ale dziecko siedziało tępo, obojętnie, nie patrząc prawie, a już na pewno nie licząc, kiedy nagle — nie spuszczałam z niej przez cały czas oczu — dostrzegłam na jej twarzy zmianę błyskawiczną. Takie niebezpiecznie przewrażliwione (jak to się zwie) natury, nastręczają wiele ciekawych spostrzeżeń obserwującym je osobom, szczęśliwie chronionym — dzięki chłodniejszemu ich temperamentowi — i przed podleganiem nierównym takim nastrojom i czczemu fantazjowaniu. Wpatrzone w jeden punkt oczy dziewczynki rozpaliły się, drobne, stale nachmurzone czołko rozjaśniło się promiennie, wyraz smutku i zgnębienia znikł jak gdyby zdmuchnięty czarem z jej twarzyczki, ustępując miejsca nagłemu ożywieniu i podnieceniu.