Strona:PL Bronisława Ostrowska - Opale.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



CMENTARZ.

Kiedy się cisza z mrokiem zaplotą w uścisku,
Szare lelki zmierzchnice bezszelestną zgrają
Na jednem opuszczonem dawno cmentarzysku
Ponad groby zapadłe jak widma latają...
Czasem skrzydło ich jaki krzyż pochyły muśnie,
Że stary krzyż się zbudzi, skrzypnie i znów uśnie.

Takie stare, drzemiące, pochylone krzyże
Zasnuły się wokoło oprzędzą pajęczą;
Dzień przędziwa te szare rozpłomienia tęczą,
A noc miesięczna na nie swoje rosy niże,
A te rosy perłami spadają na groby
Niby łzy nieobeschłe wieczystej żałoby.

Tam osika trwożliwie liściami trzepocze,
I powtarza za wiatrem swój pacierz żałosny,
Chwieją się rozczesane białych brzóz warkocze,
A płaczące żywicą pogarbione sosny,