Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/412

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


osiadłych w Misji, czyli Gaje śmierci. Ojciec Aubry pozwolił nowym chrześcijanom grzebać zmarłych na swój sposób i zachować miejscu pogrzebów dawne miano; uświęcił jedynie to miejsce wznosząc na niem krzyż. Grunt był tam podzielony, niby wspólne pole do uprawy, na tyle cząstek ile było rodzin. Każda cząstka stanowiła, sama dla siebie, lasek, którego wygląd odmieniał się wedle upodobania tego, kto go zasadził. Strumień wił się bez hałasu wśród tych gajów; nazywano go strumieniem pokoju. To śmiejące schronisko dusz zamykał od wschodu most, pod którym przechodziliśmy; dwa wzgórza ograniczały je od północy i południa; otwarte było jedynie ku zachodowi, gdzie wznosił się wielki jodłowy las. Czerwone, nakrapiane zielonem pnie, strzelające bez gałęzi aż do wierzchołka, podobne do wysokich kolumn, tworzyły zakole tej świątyni śmierci; panował w niem uroczysty gwar, podobny do głuchego mruczenia organów pod sklepieniem kościoła; ale, wniknąwszy w głąb sanktuarjum, słyszało się już tylko hymny ptaków, które obchodziły wiekuiste święto ku pamięci zmarłych.
Wychodząc z lasu, ujrzeliśmy wieś Misji, położoną nad jeziorem, wśród usianej kwiatami prerji. Dochodziło się tam aleją z magnolij i z zielonych dębów, okalających starożytną drogę, jedną z tych, które wiodą ku górom, dzielącym Kentucky od Florydy. Ujrzawszy swego pasterza na równinie, Indjanie porzucili roboty, biegnąc naprzeciw niemu. Jedni całowali jego suknię, drudzy wspierali jego kroki; matki podnosiły w ramionach małe dzieci, aby im ukazać człowieka Jezusowego. Starzec ronił łzy. Idąc, wywiadywał się co zaszło we wsi; temu dawał radę, tamtego strofował łagodnie, mówił o zbiorach, o nauce dzieci, o pociesze w strapieniach, w każde zaś odezwanie wplatał imię Boga.
W takiej eskorcie doszliśmy do stóp wielkiego krzyża, który znajdował się na drodze. Tam-to sługa boży zwykł był święcić tajemnice religji: „Moje drogie owieczki,