Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/391

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Każesz — odkryję me imię w tej dobie;
Nieznany, śmiałem kochać cię z daleka:
Gdy się dam poznać, i cóż mnie dziś czeka?
Ha, trudno, trzebaż być posłusznym tobie.

FIGARO, po cichu. Dalipan, doskonale! Śmiało, Wasza Dostojność!

HRABIA.

Zowię się Lindor, ród mój pospolity,
Serce swe święci ci żaczek ubogi:
Czemuż nie dano, bym wniósł w twoje progi
Pana możnego dolę i zaszczyty?

FIGARO. Tam do licha! ja sam nie potrafiłbym lepiej, ja, który mam pretensje do poezji!

HRABIA.

Co rano przyjdę śpiewać, głosem tkliwym,
Miłość, co wszelki ślad nadziei grzebie;
Całe me szczęście w tem, by widzieć ciebie:
Słysz mnie, ach, błagam, z czuciem równie żywem!

FIGARO. Och, na honor! co to, to już!... (Podsuwa się i całuje kraj płaszcza hrabiego),

HRABIA. Figaro?

FIGARO. Wasza Dostojność?...

HRABIA. Sądzisz, że słyszała?

ROZYNA, wewnątrz domu śpiewa.

Wszystko mi szepce, że Lindor uroczy,
I że mi trzeba kochać go na wieki...

(Słychać, jak ktoś zatrzaskuje z hałasem okiennicę).

FIGARO. Wierzysz pan tym razem, że słyszała?

HRABIA. Zamknęła okno; widocznie ktoś wszedł.