Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/389

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzecz z tragicznej strony i odebrał mi posadę, pod pozorem, że zamiłowanie do sztuk nie da się zgodzić z powagą stanowiska.

HRABIA. Kapitalne rozumowanie! I nie próbowałeś...

FIGARO. Byłem aż nazbyt szczęśliwy iż o mnie zapomniano, w przeświadczeniu iż możni czynią nam dosyć dobrego, kiedy nie czynią nic złego.

HRABIA. Coś musi tkwić pozatem. Przypominam sobie, że, już w mojej służbie, był z ciebie wielki nicpoń.

FIGARO. Ech, Boże, Excelencjo, bo też, gdy ktoś jest biedakiem, żąda się, aby był bez wad.

HRABIA. Leniwy, nieporządny...

FIGARO. Wedle miary cnót, jakich wymaga się od służącego, czy Excelencja zna wielu panów, którzyby byli godni być lokajami?

HRABIA, śmiejąc się. Wcale nieźle. I osiedliłeś się tutaj.

FIGARO. Nie zaraz.

HRABIA, przerywając. Chwileczkę... Zdawało mi się, że to ona... Gadaj dalej, słucham.

FIGARO. Wróciwszy do Madrytu, chciałem na nowo spróbować swoich talentów literackich. Teatr wydał mi się zaszczytnem polem...

HRABIA. Och! litości!

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

HRABIA. Co ja słyszę? Jutro ma zaślubić Rozynę potajemnie!

FIGARO. Excelencjo, trudność dzieła zdwaja jedynie potrzebę determinacji.