Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/335

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Marszałkowa. A zatem, skoro zabobon być musi, lepszy już nasz niż inny.
Krudeli. Nie sądzę.
Marszałkowa. Niech pan powie szczerze, czy pana nie mierzi ta myśl, iż miałbyś nie być niczem po śmierci?
Krudeli. Wolałbym raczej istnieć, mimo iż nie wiem, czemu istota, która mogła mnie uczynić nieszczęśliwym bez przyczyny, nie miałaby się zabawić dwa razy w ten sam sposób.
Marszałkowa. Jeżeli, mimo tych dolegliwości, nadzieja przyszłego życia wydaje się panu pocieszającą i słodką, dlaczego ją nam wydzierać?
Krudeli. Nie mam tej nadziei, ponieważ samo pragnienie nie wystarcza aby mi przesłonić jej czczość; ale nie odejmuję jej nikomu. Jeżeli można wierzyć, że będziemy widzieli, wówczas gdy nie będziemy mieli oczu; że będziemy słyszeli, kiedy nie będziemy mieli uszu; myśleli, kiedy nie będziemy mieli głowy; kochali, kiedy nie będziemy mieli serca; że będziemy czuli, kiedy nie będziemy mieli zmysłów; że będziemy istnieli kiedy nie będziemy nigdzie; że będziemy czemś, bez wymiarów i miejsca, zgoda.
Marszałkowa. Któż tedy uczynił ten świat, na którym żyjemy?
Krudeli. To ja się pani pytam.
Marszałkowa. Bóg.
Krudeli. Cóż to jest Bóg?
Marszałkowa. Duch.
Krudeli. Skoro duch stworzył materję, czemużby materja nie miała stworzyć ducha?
Marszałkowa. Jeszcze jedno pytanie, i już koniec. Czy pan jest zupełnie spokojny w swojem niedowiarstwie?
Krudeli. Najzupełniej.
Marszałkowa. Gdyby się pan wszelako mylił?
Krudeli. Gdybym się mylił?
Marszałkowa. Wszystko co pan uważa za fałszywe