Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ej, czyż nie jestem, rzekł żołnierz, w dosyć opłakanem położeniu? — Co pan gadasz, odparł szorstko stary. Brak ci jednej ręki, i śmiesz ubiegać się o moją córkę? Wiedz, że odmówiłem jej takiemu, któremu ucięto dwie nogi przy samym zadku“.
Nie godzi się, ciągnął djabeł, pominąć domu, który przytyka do pałacu hrabiny: mieszka tam stary malarz pijanica, oraz kostyczny poeta. Malarz wyszedł z domu o siódmej rano, w zamiarze szukania spowiednika dla śmiertelnie chorej żony; ale spotkał kompana, który go zaciągnął do szynku: wrócił aż o dziesiątej wieczór. Poeta, o którym mówią iż otrzymywał niekiedy dotkliwe honorarja za swoje gryzące wiersze, odezwał się niedawno w kawiarni, buńczucznym tonem, o kimś nieobecnym: „To łajdak, któremu dam sto kijów. — Możesz pan, rzekł jakiś kpiarz, dać mu je z łatwością, masz bowiem nagromadzony kapitalik“.