Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


LISTY ZE STAREGO OBOZU.


Kochany Michale!

Pewnie się zdziwisz, że wuj, — którego dotąd uważałeś co najmniej za oryginała, jeżeli nie za egoistę i skąpca, posyła ci pieniądze i list, zakrawający na kazanie albo artykuł wstępny. Coprawda, do chwili obecnej byliśmy ze sobą zdaleka; przyznasz jednak, że nie z mojej winy. Pisywałeś do mnie rzadko, odwiedzałeś jeszcze rzadziej; — ja też, nie widząc gwałtownej potrzeby, nie narzucałem się. Dziś, sądząc, że nadszedł czas wprowadzenia cię między ludzi i uzupełnienia twej edukacji, śpieszę z pomocą i radą. Do ciebie należy i jedno i drugie zużytkować w sposób najwłaściwszy.
Po tym wstępie łatwo odgadniesz, że mam twój ostatni list, jaki napisałeś do matki. Cieszę się, że tak otwarcie mówisz jej o swem położeniu, zrobię ci jednak uwagę, że mogłeś powiedzieć to samo w sposób mniej jaskrawy. Sam pomyśl, czy przyjemnie jest dla matki, gdy w liście jej syna, który przed rokiem skończył uniwersytet, znajdzie się naprzykład ustęp:
„Nie trwoniłem pieniędzy, unikałem towarzystw, pracowałem po całych dniach i wieczorach i pomimo to, dziś jestem bez sposobu do życia, w długach po uszy, mieszkam pod strychem i nie mam się w co ubrać...“
Albo taki:
„Czuję, że brak mi zdolności, charakteru, energji, — że