Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


P. MACIEJ. Prawda! słowo honoru daję, że prawda!
P. MAURYCY (do Nieznajomego). Ale pan toś niezawodnie szewc...
NIEZNAJOMY. Fiu!... fiu!...
P. MAURYCY. No, więc coś pan za jeden?
NIEZNAJOMY. Ja się tam chwalić nie lubię, niech panna Klara powie, co ja jestem!
NIEZNAJOMA. Pan Kosztanty jest ż resztauraczji, a ja jeżdem ż magażynu...
P. MAURYCY. Więc jeżeli tak, tośmy się nie powinni kłócić na ulicy!
P. JACENTY. Tak jest!... tak jest!... jedność, zgoda... przedewszystkiem!
NIEZNAJOMA. A ż moją szukniom czo będzie?
NIEZNAJOMY. Ehe!... głupstwo! Daj, panna, to ja sam pannie wytrę i basta!... Byle się tylko nie kłócić z ludźmi porządnemi!