Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PANI PIOTROWA (w kuchni). A a a! nasz kochany, dawno niewidziany pan Rzodkwiński!...
PAN RZODKWIŃSKI. Witam panią, jakże zdrowie, a co tam mamy na zupkę?...
PANI PIOTROWA. Cytrynowa i rosół...
PAN (otyły do Rzodkwińskiego). Mój drogi, przepraszam cię bardzo, ale niechcący powiedziałem twój adres jakiejś krawcowej.
RZODKWIŃSKI (zafrasowany). Taaak!... A to i ja tobie podobnego figla niechcący zrobiłem, bom powiedział Moszkowi, gdzie mieszkasz.
PAN (otyły). Taaak?... Eh! cóż tam, ja się go już nie boję, będę miał pieniądze!
RZODKWIŃSKI. Winszuję ci, jeżeli tak, bo to żyd djabelnie uparty.
FAJTŁAPOWICZ (do mężczyzny dobrze zbudowanego). Czy nie mógłbyś mi pożyczyć kilku rubli?
PAN (dobrze zbudowany). Ani grosika nie mam!
FAJTŁAPOWICZ. Taaak... a to nieszczęście... To pozwólże mi przynajmniej kilka nocy przespać u ciebie...
PAN (dobrze zbudowany). O o o! z największą chęcią, ponieważ ja właśnie z domu na parę dni wynoszę się.
FAJTŁAPOWICZ. Dlaczegóż to?...
PAN (dobrze zbudowany). Eh! nic... unikam tylko gospodarza, który chce, ażebym się wyprowadził z mieszkania.