Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dnością — a tamtego pana spotykałem w takich towarzystwach, w jakich pan doktór — nie bywa!...
To powiedziawszy, odszedł bez pożegnania, a następnie oświadczył pani baronowej, że stary doktór jest źle wychowany, i że on, pan Krzysztof, nie będzie mu już nigdy robił honorów, albo prosi o dymisją.
Tym sposobem młody lekarz stał się panem placu i mógł leczyć chorą bez przeszkód.
Zajął się Anielką energicznie. Całe godziny spędzał przy jej łóżku, sam podawał lekarstwa, wino, dysponował buljony, pukał, słuchał, mierzył temperaturę. Lecz gdy baronowa pytała go, co sądzi o pacjentce, potrząsał głową i odpowiadał stylem kwiecistym:
— Chora przechodzi przez wąską kładkę, z której łatwo spaść i która również łatwo może się załamać. Ale...
W tem miejscu schylił głowę i rozłożył ręce.
Natura ma swoje środki! — dokończył.
— Więc stan jest rozpaczliwy? — spytała niespokojnie baronowa.
— Do ostatniej chwili nie należy tracić nadziei...
— Kiedyż spodziewa się doktór przesilenia?
— W malarji niema przesilenia. Jest tylko stopniowe zwolnienie rozwoju choroby i upadku sił, no — a potem wyzdrowienie.
— Czy wypada przyśpieszyć powrót ojca chorej? — pytała dama.
— Nie zaszkodzi. Może to nawet wywrzeć pewien korzystny wpływ na system nerwowy.
— A arendarz z ich majątku czy może odwiedzić chorą?... To dobry Żyd... On tak pragnie zobaczyć ją...
— Owszem! — odparł doktór.
Na zasadzie tego „owszem“ Szmul uzyskał prawo odwiedzenia Anielki. Miał ją zobaczyć pierwszy raz od kilku ty-