Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A naturalnie, tego samego dnia. Z waszą babką niema żartów. Przytem widzisz, moje dziecko...
— W Warszawie mieszka Chałubiński — wtrąciła Anielka.
— Tak, właśnie... To samo chciałam ci powiedzieć... W Warszawie mieszka Chałubiński... O! to sławny doktór... Do niego jeżdżą wszyscy, jak do Częstochowy; mówił mi to jeden ksiądz, który chorował na wątrobę...
— Ale mama zdrowa? — spytała Anielka, patrząc jej w oczy.
— To jest... powiem nawet, że zdrowsza, aniżeli była wtedy, kiedym to tak do was wpadła...
Anielka objęła ją za szyję, i znowu poczęły całować się.
— Moja złota, kochana ciocia! — szeptała dziewczynka.
Dawno mama wyjechała?
Ciotka lekko drgnęła.
— Będzie... z tydzień. Tak — dziś tydzień.
— Ale dlaczego mama do nas nie pisała?...
— Bo widzisz, nie miała czasu. A zresztą wiedziała, że ja u was będę...
— Ale z Warszawy mama napisze?...
— O, niezawodnie, ale nie zaraz, moje dziecko. Bo widzisz, przy waszej babce, to trzeba zawsze... trzeba ciągle kręcić się koło niej. Przytem — kuracja... Rozumiesz, moje dziecko?...
Przybiegł Józio, obejrzał ciotkę ostrożnie, jakby trzymając się zasad ojca, że z ubogimi krewnymi trzeba być zdaleka. Dopiero gdy dostał rogal i usłyszał, że niedługo opuści folwark, ożywił się nieco i pocałował ciotkę w rękę, ale bez nadmiaru czułości.
Anielka także zdawała się być zdrowsza i weselsza. Ubrała się nawet i przeszła parę razy po izbie, wypytując o szczegóły, dotyczące matki. Ciotka na wszystko odpowiadała w sposób zadawalniający.