Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uwagę. Zaczęto opowiadać, że jakiś biały pies z łatą na oku pędzi naoślep przez pola, czasami wstępuje do wsi, nie zatrzymując się, na wołania nie zważa i tylko odzywa się niekiedy ochrypłym głosem.
Zdecydowano, że pies wściekł się.
Karuś nic naturalnie nie wiedział o opinjach ludzkich, skutki ich przecie uczuł niebawem. Mijając jakąś wieś, zobaczył studnią i wsparłszy się łapami na korycie, chciał w niem zeschły język umoczyć. Ledwie jednak pochylił się nad wodą, usłyszał krzyk. Gromada dzieci rozbiegła się po ulicy, a paru większych chłopców poczęli rzucać na niego kamieniami. Uderzony w głowę, psina uciekł z niegościnnej wsi i biegł dalej.
Na łące musiał zboczyć nieco z kierunku, zobaczyli go bowiem skotopasy, zaczęli wołać, szczuć i wygrażać mu kijami.
Głód strasznie mu dokuczał. Przypomniał sobie, że dawniej ludzie wiejscy wyrzucali mu chleb, gdy zbliżył się pod chatę. W tej chwili wchodził do wsi, i ledwie mogąc nogami powłóczyć, stanął pod najbliższym domem, trzęsąc się z utrudzenia i patrząc pokornie na drzwi. Wnet uchyliły się one, i Karuś ujrzał w nich dużego chłopa z widłami. Chłop zaczął go pędzić, nawoływać innych. Ulica zapełniła się ludźmi, uzbrojonymi w drągi i siekiery, a wszyscy oni gonili, albo zastępowali drogę biednemu psu, tak, że ledwie z życiem uciekł.
Był już o dwie mile od domu, ciągle kołując i szukając śladów. Wsie omijał, widok człowieka napełniał go obawą. Pił wodę z kałuż i ledwie w trzeciej dobie udało mu się znaleźć w polu zdechłą, już psującą się wronę, którą, mimo odrazy, w okamgnieniu rozszarpał.
Czwartego dnia ujrzał w polu jakiegoś człowieka, który usiłował mu zajść drogę.
Zląkł się go bardzo i pragnął go czem prędzej ominąć. Podwoił nawet kroku, i gdy sądził, że już niebezpieczeństwo przeszło, usłyszał za sobą dwa wystrzały i uczuł jakieś szar-