Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zresztą, majątek jej jest jakby nasz, i kiedyś będziemy go mieli.
Pomimo wiary w ojca, argumenta te nie trafiały jakoś do serca Anielce. Wierzyła, że muszą być rozumne i prawdziwe, niemniej jednak budziły one w niej wstręt, podobnie jak żaba, którą wprawdzie Pan Bóg stworzył, która jest użyteczna, ale pieścić się z nią jak ptakiem nie można.
— Więc napiszesz list do babci? — nalegał ojciec.
— O, mój tatku, jabym bardzo chciała, ale nie wiem, co pisać...
— Powiesz, że ją kochasz, że ją chcesz poznać... — ciągnął już zniecierpliwiony.
— Boję się jej...
— To bardzo źle, przecież to nasza najbliższa krewna, a krewnych kochać należy...
— Prawda...
— Więc widzisz!... Zresztą mogę ci sam list podyktować.
Anielka znowu uczuła jakiś fałszywy ton w tej mowie.
Niezbyt dawno były urodziny ojca, na które miała napisać powinszowanie przy pomocy panny Walentyny. Ale nauczycielka odpowiedziała wprost, że tego nie zrobi, że nie myśli w sobie budzić fałszywych uczuć, a Anielkę uczyć obłudy. Jeżeli córka kocha ojca, to mu sama potrafi powinszowanie napisać.
Istotnie Anielka napisała sama, co się ojcu i matce bardzo podobało. Pochwalili oni znalezienie się nauczycielki, potwierdzili jej poglądy, Anielka zaś czuła się zadowoloną i rozumiała, że wszyscy mają słuszność.
Ale dzisiejsza rozmowa z ojcem robiła jej wiele przykrości. Nikt lepiej od niej nie zdawał sobie sprawy ze smutku rodziców, z nieszczęścia, w jakiem byli pogrążeni, lecz świadomość o tem kryła gdzieś aż na dnie serca. Myśl o zamanifestowaniu tego robiła jej wrażenie nieprzyzwoitości. Jakto, ona ma wypowiadać i pisać, że u nich ludzie, woły i ziemia