Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozdział IV

DZIEDZIC ODBYWA NARADĘ ZE SZMULEM, POCZEM
JEST UPRZEJMY DLA ŻONY, ANIELKI, A NAWET — DLA GUWERNANTKI.


W półtorej godziny później przyjechał do domu dziedzic, a wraz z nim — Szmul, dworski pachciarz i dzierżawca karczmy.
Ojciec był roztargniony i zafrasowany. Wszedł prędko do pokoju matki, przywitał się z nią krótko, ucałował ledwie żywą Anielkę i Józia i — zdawał się całkiem nie pamiętać o spotkaniu na gościńcu.
— Jakże się miewasz? — spytał żony, nie siadając nawet.
— Ja, comme a l’ordinaire — odparła. — Nie mam sił, nogi mi drżą, serce bije, wszystkiego lękam się, apetyt mam niewielki i żyję tylko ekstraktem słodowym...
— A Józio? — przerwał ojciec.
— Pauvre enfant!... zawsze osłabiony, pomimo że wciąż bierze pigułki żelazne.
— Nieszczęście z tem osłabieniem, które podobno zwiększają tylko twoje lekarstwa! — odparł ojciec i postąpił ku drzwiom.
— Anielcia dobrze się uczy, zdrowa? — spytał. — Może i w niej wynajdziecie jaką chorobę?...
— Więc już odchodzisz, po dziesięciodniowej nieobecności? — zawołała matka. — Tyle mam z tobą do pomówienia... Chciałabym koniecznie w lipcu albo sierpniu pojechać do Chałubińskiego, gdyż przeczuwam, że on jeden...