Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 02.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Znalazłem go nieopodal od kuchni. Rozmawiali z nim, śmiejąc się, dwaj parobcy, którzy przywieźli drzewo z lasu.
— Jak cię jeszcze raz matka zbije — mówił jeden — to zabierz się i idź w świat. Co, pójdziesz?...
— Kiej nie wiem jak — odparł Wałek.
— Weź buty na kij i aby za las. Tam światu dosyć.
— Kiej butów nie mam.
— To weź sam kij. Z kijem i bez butów zajdziesz...
Zobaczywszy mnie, chłopiec uciekł w stronę łopianu.
— Co wy mu tak mówicie? — zapytałem parobków.
— Nic, kpinkujemy se z niego. Zwyczajnie, jak z głupiego.
Czując, że miód zaczyna mi walać palce, nie wdawałem się z nimi w dalszą rozmowę, lecz poszedłem za Walkiem. Stał między zielskiem i patrzył na mnie.
— Walku! — zawołałem — masz tu chleb z miodem.
Nie ruszył się.
— No, chodźże... — i postąpiłem parę kroków.
Chłopiec zaczął uciekać.
— Och! jakiś ty głupi... No, masz chleb, kładę ci go, ot tu...
Położyłem na kamieniu i odszedłem. Ale dopiero gdym się skrył za węgłem kuchni, chłopiec zbliżył się do kamienia, począł ostrożnie chleb oglądać i nareszcie — zjadł go, o ile mi się zdaje, z apetytem.
W godzinę później, idąc w stronę lasu, spostrzegłem, że chłopiec drepcze za mną w pewnej odległości. Zatrzymałem się i on stanął. Gdym zawrócił do domu, odskoczył nabok i skrył się w krzakach. Ale po małej chwili znowu biegł za mną.
Tego dnia dałem mu drugi raz chleba. Wziął go z ręki, lecz jeszcze z obawą, i zaraz uciekł. Wszelako od tej pory począł chodzić za mną, zawsze w pewnej odległości.
Od rana krążył pod naszemi oknami jak ptak, któremu