Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 02.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wójt osłupiał.
— Ale czy na pewno ukradziono materją? — pytał pisarz. — Może się tylko wójtowi zdaje?
— Ale nie zdaje mi się! — odparł wójt. — Przecie nam jeszcze psa otruli i deskę ze stodółki wyjęli...
— Któżby to mógł zrobić? — mruknął pisarz, naprawdę zdziwiony. — Przecie nikt nie wiedział, gdzieście schowali materją...
Teraz Moszek wysunął się naprzód.
— Z przeproszeniem — rzekł — czy tego nie zrobił Wicek, ten... szwarcownik? On, dziś w nocy kontrabandy nie przenosił, a jednak gdzieś chodził i całe odzienie stracił. Leży teraz w izbie goły, i ja myślę, że gdyby państwo poszukali u niego, to możeby się znalazła materja...
I wójt i pisarz bez namysłu przyjęli projekt Moszka.
— Zrewidujmy mu chałupę! — krzyknął wójt.
— Idźmy! — dodał pisarz.
— Tylko niech się państwo nie śpieszą! — wtrącił pokornie Moszek. — Takie rzeczy trzeba robić ostrożnie, a przytem my nie chcemy, ażeby on wiedział, że myśmy go posądzili. Więc ja i brat pójdziemy do niego naprzód, z odzieniem, a państwo przyjdą za pół godziny. Może my tam co zobaczymy?...
Wójt i pisarz uznali słuszność tej uwagi.
Wówczas bracia Cymesowie pobiegli do swego sklepu, wzięli stamtąd jakieś stare odzienie i z niem udali się do Wicka, ciesząc się, że wszystko idzie dobrze.
W drodze ułożyli plan. Wiedzieli, że wójt materji u Wicka nie znajdzie, ponieważ oni ją sami wykradli, ale chodziło im o dowiedzenie się, gdzie są klejnoty, które kontrabandzista znalazł?... Znali oni żywy temperament Wicka i rachowali na to, że gdy wójt i pisarz w czasie rewizji trafią na miejsce, gdzie był schowany skarb, chłop wpadnie w gniew i zrobi im