Strona:PL Bolesław Prus - Placówka.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ma tam Pan Jezus pięć ogonów: niby dwa konie i trzy krowy i jeszcze parę świń.
— Ziemi macie dużo?
— Bogać tam dużo, jaśnie panie, ledwo dziesięć morgów i to z roku na rok jałowieje — westchnął chłop.
— Bo nie umiecie gospodarować — rzekł panicz. — Dziesięć morgów ziemi, mój człowieku, to kolosalny majątek! Zagranicą na takim kawałku żyje wygodnie kilka rodzin, a u nas jednej nie wystarcza. Ale cóż, kiedy siejecie tylko żyto...
— Cóż siać, jaśnie panie, jeżeli pszenica nie plonuje?
— Ogrodowizny, mój przyjacielu, to jest interes! Ogrodnicy pod Warszawą płacą po kilkadziesiąt rubli dzierżawy z morgi, i mimo to mają się doskonałe...
Ślimak smutnie zwiesił głowę, lecz serce burzyło mu się; słuchając bowiem wywodów panicza, doszedł do wniosku, że dwór albo mu nie wypuści łąki w dzierżawę, jako już posiadającemu dziesięć morgów, albo — każe zapłacić kilkadziesiąt rubli czynszu. Bo i pocoby panicz opowiadał takie dziwne rzeczy, jeżeli nie w celu wmówienia w niego, że zadużo ma gruntu i że powinien drogo płacić arendę?
Zbliżyli się do bramy.
— Widzę w ogrodzie siostrę — rzekł panicz — pewno tam będzie i szwagier. Pójdę do niego i poproszę, żeby załatwił wasz interes. Do widzenia.
Chłop ukłonił się do ziemi, ale jednocześnie pomyślał:
— Żeby cię choroba zatłukła, kiedyś się tak zawziął na mnie! Babę mi zaczepiał, chłopca zbuntował, a dziś niby to kłaniać się nie każe, ale gada, żeby płacić takie straszne pieniądze z morgi! Wiedziałem, że mi sprowadzi nieszczęście.
Ode dworu doleciały ich dźwięki organów.
— Tatulu, grają!... Gdzie to grają?... — zawołał Stasiek.
— Pewnie dziedzic gra.
Istotnie dziedzic grał na amerykańskim organie. Chłopi