Strona:PL Bolesław Prus - Pierwsze opowiadania.djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żony oficjalista, chcąc jak najprędzej uwolnić się z uścisków niezwykłego interesanta.
Czeladnik pędem ruszył przez ulicę Miodową. Gdy wszedł na Kozią, usłyszał za sobą dźwięk trąbki. Obejrzał się. W tej chwili przejechała pocztowa kareta, w głębi której zobaczył bladą twarz Jasia.
Teraz Ignacy zebrał wszystkie siły i począł biec cwałem; odtąd już odległość między nim a ciężkim powozem nie zwiększała się, w każdym jednak razie wynosiła kilkadziesiąt kroków.
— Nie dognam go! — mruknął Panewka, czując, że lada chwila padnie.
Przy moście, z powodu ścisku, kareta zwolniła bieg. Panewka zbliżył się do niej na kilkanaście kroków i zawołał z całej mocy:
— Jasiu!... Jasiu!...
— Nie potrzebno krzyczeć po ulicy! — ostrzegł go jakiś urzędowy głos.
Czeladnik wpadł na most i jeszcze przez kilkanaście sekund pędził, wołając:
— Jasiu!... Jasiu!...
Nagle kareta ruszyła prędzej, Panewka stracił siły i zziajany — patrzył na oddalający się powóz.
— Nawet nie spojrzał na mnie... — szepnął z żalem.
On także był sierotą.

Warszawa 1876 w grudniu.