Strona:PL Bolesław Prus - Pierwsze opowiadania.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tywał je bez końca, nasycał się każdym wyrazem, bo czuł, że każdy wskrzesza w nim dawne i gorące marzenia.
Jeździć balonem, zaglądać do wulkanu, tańczyć w tysiąc par kankana w przebogatych salonach paryskich, kąpać kobiety w szampanie, wygrywać albo przegrywać na jedną kartę setki rubli: czyż to nie stanowiło ideałów jego życia, czy ich nie przewyższało?... Listy Ferdynanda były jakby tchnieniami jego własnej młodości i budziły w nim, zamiast uniesienia, do którego był za stary, nowe, a dotychczas nieznane uczucie: rozrzewnienie.
Kiedy czytał opisy hulanek, kreślone na gorąco, pod wpływem pierwszych wrażeń, w jego surowym i realnym umyśle poruszało się coś nakształt poetyckiej fantazji. Chwilami widział to, co czytał. Ale wnet znikały widzenia, spłoszone rytmicznym łoskotem machin i szelestem tkackich warsztatów.
Adler miał teraz jedno tylko pragnienie, nadzieję i wiarę: zebrać miljon rubli gotówką, sprzedać fabrykę i z całą masą pieniędzy wyjechać w świat, razem z synem.
— On będzie używał, a ja będę patrzył po całych dniach!
Pastorowi Böhme wcale nie podobał się ten program, godny zniszczonych starców Sodomy, albo cesarstwa rzymskiego.
— Gdy wyczerpiecie wszystkie rozkosze i wszystkie pieniądze, co wam zostanie? — pytał Adlera.
— Ach! takie ale pieniądze nie wyczerpują się łatwo — odpowiedział fabrykant.


III.

Dzień powrotu Ferdynanda został oznaczony.
Adler wstał, jak zwykle, o piątej rano. O ósmej wypił kawę z kwartowego fajansowego kubka, na którym niebieskiemi literami było wypisane: Mit Gott für König und Vaterland. Potem zwiedził fabrykę, a około jedenastej wysłał