Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tymczasem siła wypadków przyszła mu na pomoc. Zebrani bowiem otoczyli nieznajomego półkolem, i dotąd tupali nogami i chrząkali, aż się obudził.
— Aaa! Czy już jest kolacja? — spytał, powstając na równe nogi nieznajomy.
— Jestem Piołunowicz! — zarekomendował się gospodarz.
— Aaa!... bardzo mi przyjemnie. Jakże tu parno u pana!... Aaa!... Więc możemy iść na kolacją.
I poszedł pierwszy, a inni za nim, śmiejąc się do rozpuku i wzajemnie wypytując o nazwisko nowego członka towarzystwa.
O nazwisku tem dowiedziano się dopiero po kolacji, wtedy mianowicie, gdy gospodarz, z pełnym kieliszkiem zwróciwszy się do gościa, rzekł:
— Panie! pragnąłbym wypić za twoje zdrowie, ale na honor, nie wiem, z kim mam przyjemność... bo rejent wyszedł...
— Jestem Fajtaszko, były marszałek szlachty powiatu...
— Niech żyje! — odpowiedziano chórem.
I tak skończyło się drobne nieporozumienie ku uciesze wszystkich.


ROZDZIAŁ X
SABBATH.


Na drugi dzień Wolski przyszedł do Piołunowicza dopiero o czwartej po południu.
Drzwi salonu zastał zamknięte; z kuchni dolatywały go wesołe śmiechy służby.
Gdy zadzwonił, wyszedł Janek.
— Proszę łaski pana — rzekł chłopak — pana niema