Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


a oprócz tego przedstawiam wniosek, aby spisywano protokóły z naszych posiedzeń.
Wniosek przyjęto jednomyślnie i przystąpiono do wysłuchania delegatów.
Zaczął pan Antoni i w niewielu słowach objaśnił, że oglądana przez niego machina jest niedorzecznością, a jej wynalazca szarlatanem.
Drugi delegat, a zarazem prezes zebrania, pan Piołunowicz, wyznał wprost, że machiny wyrozumieć nie mógł, lecz że mimo to Hoff musi być człowiekiem bardzo ubogim i potrzebującym szybkiej pomocy.
— Dom ich — kończył swoje sprawozdanie poczciwy starzec — wali się, sprzęty są ubogie i stare, w izbach zaduch i wilgoć...
— Panie sekretarzu! — przerwał w tej chwili nowo wprowadzony członek, którego zarekomendowano, jako znawcę muzyki. — Panie sekretarzu! proszę o zapisanie wyrazów: „wilgoć w izbach“.
— Czy szanowny pan ma zamiar zabrać głos w tej materji? — odezwał się pan Damazy.
— Owszem, zabiorę! — odparł bardzo stanowczo znawca muzyki. — Powiadam panom, że musimy coś obmyśleć przeciw wilgoci, coś, ale to coś!... Ja naprzykład mam mieszkanie tak wilgotne, że poprostu opalić go nie mogę, i skutkiem tego ponoszę wielki uszczerbek w zdrowiu, pieniądzach i meblach... Ja i moje córki!
— Czy kto z szanownych tu obecnych nie podjąłby się obrobić, opracować i przedstawić... kwestji wilgotnych mieszkań? — zapytał Damazy.
— Ja mogę! — pochwycił pan Zenon.
— Ach!... — wykrzyknął znowu wiceprezes. — Zapomnieliśmy, że pan Zenon miał nam odczytać swój ciekawy memorjał o pauperyzmie!... Panowie pozwolą...
Ponieważ z ilości wydobytego papieru członkowie towa-