Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— A to skąd?
— Stąd, proszę pana rejenta, że w kraju mniej ucywilizowanym i zamożnym...
— Dobrze, dobrze! Pozwól pan jednak zapytać się, które z dwóch państw stoi wyżej pod względem cywilizacji: Austrja, czy Belgja?
— Naturalnie, że Belgja.
— A iluż jest żebraków w Austrji na dziesięć tysięcy ludzi?
— Trzystu trzydziestu...
— A więc prawie osiem razy mniej... Rozumowanie pańskie zatem nie wytrzymuje najlżejszej krytyki!...
Pan Zenon stracił resztkę zimnej krwi.
— No, jeżeli tak — zawołał — to będę musiał umyć ręce od spraw, ogół obchodzących!
Zrobił się zgiełk w sali. Gospodarz zaklinał pana Zenona, aby nie wychodził przed kolacją. Pan Damazy wielkim głosem dowodził, że memorjał o pauperyzmie był najznakomitszą pracą literacką w XIX stuleciu, a pan Piotr oponował i panu Zenonowi, i rejentowi, i Damazemu nawet. Wreszcie z ogólnego zamętu wypłynęło postanowienie, na mocy którego rejent, przy odgłosie łyżeczki i filiżanki, przywołany został do porządku, pana Zenona zaś uproszono, aby czytanie swego zewszechmiar znakomitego memorjału odłożył do sesji następnej.
Teraz wyszedł na środek prezes a zarazem gospodarz, i ocierając kroplisty pot z czoła, rzekł:
— Ale, ale... chciałem też panom ciekawą zakomunikować wiadomość.
— Poważę się spytać, czy ma ona związek z celami naszych zebrań? — przerwał pan Piotr i spojrzał po obecnych, jak człowiek, który w danym razie potrafi miecz opozycji skierować nawet przeciw najwyżej położonym osobom.