Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Prze-czu-cia, przeczucia!... przeczuuuuucia! — A potem dodał tonem zwyczajnym.
— Z tem wszystkiem gra, niech mówią, co chcą moraliści — jest najprędszym sposobem zdobycia majątku.
— I stracenia — rzekła półgłosem Dorohuska.
— I stracenia! — powtórzył sędzia. — Gdzie jeden wygrywa, drugi musi tracić.
— Choć wszyscy mają dobre przeczucia — odpowiedziała pani.
— Za pozwoleniem, pani prezesowo — odezwał się Byvataky — opowiedziałem moją historję, dla poparcia tezy przez panią wygłoszonej. Bo to przecież i pani ma przeczucie, że spacer do Turzyc wywoła najlepsze skutki, a ja tylko popieram zdanie. A do przyszłości należy — rozstrzygnąć.
— A niech już rozstrzyga, jak chce, byleśmy nareszcie jechali! — zawołał Turzyński. — Pan nie wie, co teraz robi Kajetanowicz?
— Owszem, kiedy tu szedłem, hrabia kazał się doktorowi masować.[1][2]


KONIEC TOMU V


  1. Na tem kończy się napisany fragment powieści.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Pracę nad powieścią przerwała śmierć autora.