Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


swoje lasy — Żydam, swoją wołnę — Żydam, swoje mleko, ryby i owoce — Żydam. A niedość, że Żydy na tem wszystkiem mocno zarabiają, tyją powiem!... jeszcze wasza arystokracja pożycza im swoje pieniądze, właśnie na te interesa handlowe...
— A wasza arystokracja? — wtrącił Łoski.
— Pod wieloma względami podobna ona do waszej — mówił Permski — ale już ze Żydami nie łączy się przeciw swoim! Prawda, nasza arystokracja zdrowo łupiła chłopów, sprzedawała ich, jeżeli dorobili się czego, kazała sobie dużo, dużo płacić; ale jednak wyhodowała rosyjski stan mieszczański. A wasza etawo nie zdiełała!
— Więc cóż robić? — zawołał nagle Trawiński, któremu ręce zaczęły drżeć.
— A co robi się, jeżeli kto choruje na raka? — zapytał Permski.
— Nie rozumiem?
— Wyrezat’! — spokojnie odparł Permski. A po chwili dodał:
Jeżeli dobrowolnie nie wyrzekną się swoich majątków, z których tak niegodziwy robią użytek.
— Nie jest to ani łatwe, ani celowe — wtrącił doktór.
— Pan to mówi? — zdziwił się Permski.
— Ja! — odparł doktór.
— Nu, a w Paryżu był pan takim przyjacielem Michajłowa?
— Pan zna Michajłowa? — zapytał Płótnicki, zatrzymując się w alei.
— Ja nikogo nie znam! — odpowiedział oschle Permski. — Nu — dodał — ale ja muszę pożegnać się z wami.
Uchylił kapelusza i zawrócił w stronę pałacu.
— Oryginalnego nauczyciela ma pan Turzyński w swoim domu! — rzekł doktór, kiwając głową.
— Zdaje mi się jednak, że, w gruncie rzeczy, nie jest on