Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to człowiek lat około trzydziestu, z twarzą bladą, o rysach delikatnych, z małemi wąsikami i bródką hiszpańską. Ubrany w długie palto, na głowie miał czarny, miękki kapelusz, a na piersiach — koszyczek, za pomocą granatowej wstążki zawieszony na szyi. Gdy Józef przypatrzył się lepiej, spostrzegł, nie wierząc własnym oczom, że z koszyczka wygląda duży kłębek białej bawełny i cztery druty wnizane — oczywiście w pończochę...
Trawiński o mało nie roześmiał się głośno. Uśmiech jednak zastygnął mu na ustach, gdyż w tej chwili zdarzyła się rzecz niezwykła. Szare obłoki z lewej strony pałacu rozdarły się i potok słonecznego światła spłynął na ładną twarz, na skurczoną osobę hrabiego Kajetanowicza i na jego koszyczek z zaczętą pończochą.
— No, patrzcież! — zawołała pani Dorohuska, wskazując ręką na niebo i na gościa. — Czyliż to nie jest znak?...
— Nawet natura wita szanownego kuzyna w Klejnocie! — rzekł sędzia.
Tymczasem hrabia drobnym krokiem podbiegł do stojącej przed pałacem gromadki. Z namaszczeniem ucałował prześliczną rękę pani prezesowej, nadstawił oba policzki panu Turzyńskiemu i zawołał nieco piskliwym głosem:
— Jakżem szczęśliwy, że znowu widzę szanowną i kochaną kuzynkę!... Prawdziwie jestem zachwycony, że szanownego kuzyna zastaję w dobrem zdrowiu! A to kuzyneczka? — spytał zbliżając się do panny Klęskiej. — Niedawno żegnałem ją jako ładną panienkę, a dziś witam jako prześliczną pannę...
Mówiąc tak, w niedwuznaczny sposób zabierał się do ucałowania panny Pauliny.
Na twarz prezesowej uderzyły ognie. Szybko porwała za rękę hrabiego i zwracając go do zakłopotanej Zosi, rzekła:
— Oto Zosia Turzyńska... Kuzyn już jej nie pamięta?
— Ale gdzież tam! — odparł z najlepszą miną Kajetanowicz. I podając rękę Zosi, rzekł: