Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VII.


Gościniec z rezydencją w Klejnocie łączyła szeroka aleja, wysadzona czterema rządami starych lip, które tworzyły trzy ulice. Środkową, za dawnych czasów, jeździły tylko powozy; lewa (patrząc z gościńca) przeznaczona była dla konnych, a prawa dla pieszych. Dziś, aleją środkową włóczyły się nawet wozy folwarczne, traktem pieszych biegła powyginana ścieżka, a ulica jeźdźców zarastała trawą.
Z jednej i drugiej strony alei ciągnęły się ogrody: z lewej owocowy, z prawej warzywny. Z pomiędzy zieleni drzew owocowych przeglądały ceglane ściany domku ogrodnika, zaś wśród jarzyn, za drucianym płotem, stały kurniki, a z boku, w pewnej odległości od nich, widać było, otoczony świerkami i bzami, biały dworek pani Komorowskiej, która zajmowała się drobiem i innemi gałęźmi gospodarstwa kobiecego.
Pani Komorowska była to osoba przeszło pięćdziesięcioletnia, wysoka, szczupła, z orlim nosem, wąskiemi ustami i płomiennemi, głęboko osadzonemi oczyma. W ciekawy sposób zdobyła stanowisko hodowczyni kur, indyków i kaczek. Jej mąż, dość zamożny obywatel ziemski, a daleki krewny Turzyńskich, puścił majątek zarówno własny jak i swojej żony, a gdy umarł — wdowie zostało dwanaście tysięcy rubli.
W owym czasie pan Zygmunt Turzyński nagwałt potrzebował akurat takiej sumy; jego więc plenipotent zwrócił się do pani Komorowskiej z następującą propozycją. Wzamian