Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


(Słychać stukanie do drzwi. Do celi wpada gość cywilny.)
Gość. Gdzie ojciec przeor?
Zakonnik. Przygotowuje siedmioletnie dzieci do Stołu Pańskiego.
Gość. A ojciec kaznodzieja?
Zakonnik. Odprawia modlitwy błagalne.
Gość (wzburzony). Więc ojcowie nie wiedzą, co się dzieje?
Zakonnik. Owszem, wiemy. Ojciec Kleofas, który pojechał do Afryki, nawrócił dwustu murzynów.
Gość. Ale co się tu dzieje na ulicach?
Zakonnik. My na ulicę nie wychodzimy; stamtąd spłynęło do nas zgorszenie.
Gość. Więc czytajcie gazety.
Zakonnik. Gazet nie wolno czytać.
Gość. Przeciw wam lud podburzono.
Zakonnik. To w Portugalji! Ale pokazał się ludowi święty Paweł i już panuje spokój.
(Z dziedzińca słychać krzyki: Śmierć pasibrzuchom! — Drzwi celi wyłamano, wpadają jacyś ludzie, mordują zakonnika i gościa, a następnie podpalają celę. W ciągu kilkunastu minut klasztor staje w płomieniach i rozsypuje się w gruzy.)

(Akt IV. Posiedzenie rady municypalnej w Madrycie. Radni wrzeszczą, kłócą się, przyskakują do siebie z pięściami. Przez otwarte okna słychać odległy trzask karabinów.)
Prezes. Niechże się nareszcie dowiem, kto i gdzie strzela?
Radny I-szy. Buddyści atakują czcicieli Izydy.
Radny II-gi. Nieprawda! To czciciele słońca tępią satanistów.
Radny III-ci. Głupi są pańscy czciciele słońca...
Radny II-gi. Jak śmiesz, zdrajco!... (Zaczynają się bić,