Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do mieszkania dyrektora Wyciskiewicza... Mniej więcej każdy złodziej powiedziałby to samo.“
— „Łapajtys! — upomniał go sędzia. — Więc pan Pokrywalski stanowczo nie powie, gdzie spędził noc?“
— „Nic nie pamiętam“ — szepnął Ludwik.
— „W takim razie musi pan udać się z nami.“
I co pan powie? Nieszczęśliwy chłopak został aresztowany i zaprowadzony do ratusza, gdzie przesiedział do czwartej po południu!...
O tej godzinie znowu wezwano go do śledztwa. W korytarzu spostrzegł, że dwaj ajenci pokazują go sobie, i usłyszał urywek ich rozmowy: „Największa kamienica w mieście... Siedemdziesiąt tysięcy w banku... place warte ze sto tysięcy.“ — „Największa kamienica? — pomyślał mój biedny Ludwik. — To tak, jakby mówili o Idalji... Ale skąd siedemdziesiąt tysięcy?...“ W tej samej chwili wszedł do pokoju sędziego i zobaczył pię... chciałem powiedzieć: zobaczył szlachetną Idalję. Dziewica była czarno, lecz gustownie ubrana, a na bladej twarzy widniały ślady łez.
— „Cóż się z panem dzieje? — zapytała, mocno ściskając go za rękę. — Całe miasto drży od jakichś wstrętnych plotek.“
— „Posądzają mnie, że... dzisiejszej nocy okradłem dyrektora Wyciskiewicza!“
— „Jakto — i pan nie powiedział, gdzie pan był?“
— „Wolałbym sto śmierci, aniżeli skompromitować kobietę szlachetną i niewinną.“
— „O! za pozwoleniem — przerwała mu i zwracając się do sędziego Zamykalskiego, silnym głosem, wobec kilku złodziei, policjantów i ajentów, rzekła: — Pan Kohot-Pokrywalski dzisiejszą noc, od dziesiątej do szóstej rano, przepędził w mojem mieszkaniu!“
— „No... no!“ — zawołał ze zdziwienim Łapajtys, a nie mniej wzruszony sędzia odezwał się: