Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A w dodatku ciągle widzę przed sobą te straszne, przejmujące oczy doktora Magusa.“
— „Pan go znał?“
— „Tak, na moje nieszczęście... Nie mogę zapomnieć jego hipnotyzującego wzroku.“
— „Co? hipnotyzm? — zawołała panna Idalja. — O, z hipnotyzmem damy sobie radę!“
Mówiąc, położyła śliczne rączki na czole mego siostrzeńca i zaczęła wykonywać ruchy odgarniające. Po kilkunastu „pasach“ Ludwik spokojnie oddychał i odzyskał panowanie nad sobą.
— „Pani jest czarodziejką! — zawołał. — Ja znowu myślę... znowu czuję bogactwo napływających obrazów i coraz żywszy ruch imaginacji... O bądźże mi błogosławiona, cudowna lekarko duszy!“
— „Więc niechże pan teraz wstanie i wyjdzie z tego szkaradnego pudła!“ — zawołała Idalja.
— „Nie mogę... straciłem władzę w członkach...“
Wówczas panna Idalja swojemi prześlicznemi rączkami zaczęła robić pociągnięcia po jego piersiach, rękach, nogach... Biedny chłopak z zachwytem czuł, że, po każdem pociągnięciu, odzyskuje władzę. Nareszcie o własnych siłach podniósł się z szezlonga i... ukląkł. Panna Idalja opuściła główkę jak senny kwiat, i — rozpłakała się...
— Już wiem ciąg dalszy! — zawołał gość. — Więc w taki sposób pański siostrzeniec został współwłaścicielem największej kamienicy w mieście...
— Myli się szanowny pan — odpowiedział z godnością pan Adam. — Mój siostrzeniec powstał z klęczek, zaprezentował się swojej zbawicielce, od niej dowiedział się, komu zawdzięcza ocalenie, i — opuścił dom pod numerem trzydziestym. Parę godzin błąkał się po mieście, wstąpił do cukierni na szklankę kawy i, akurat o dziewiątej rano, wrócił do swego mieszkania.