Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


głoska o jakimś medyku drugokursiście, który w gimnazjum kradł jabłka, a później zegarki. Ludzie nietylko powtarzali twoje słowa, ale jeszcze awansowali bursza na kompletnego złodzieja!... Toteż nie dziwię się, że wówczas wyjechał na guwernerkę, a później unikał kochanych bliźnich jak psów wściekłych... Za twoje zdrowie, Parmezanku!...
Basetla wypił kufel piwa, a Parmezan tłomaczył się bardzo strapiony:
— To nie może być!... Ja nic podobnego nie mówiłem o Eisenfederze... Ja go nawet broniłem...
— Tylko już mnie nigdy nie broń w ten sposób!... — szydził Basetla.

Stecki przerwał opowiadanie, zatrzymał się w alei i po dłuższej pauzie dodał:
— Na świecie robi się tak, że jedni powtarzają plotkę, choćby o niewinnym, inni bronią oskarżonego, rozumie się, specjalnym stylem, wszyscy zaś razem budują stos, na którym opala się mocniejszy, a ginie słabszy.
— A jakie zapisałby pan lekarstwo na tę chorobę?... — spytałem.
— Przez kilka lat mieszkałem zagranicą — odpowiedział Stecki — i doszedłem do następującego wniosku. Inteligentny Niemiec lub Francuz, znalazłszy się w towarzystwie równie inteligentnych ludzi, rozmawia o ważnych kwestjach: naukowych, religijnych, społecznych, a choćby i artystycznych. Zaś my lubimy przedewszystkiem zajmować się osobami i powtarzanemi o nich pogłoskami, choćby za grosz nie miały prawdy, ani sensu. Skutek jest ten, że Francuz albo Niemiec kształci się w towarzystwie, a my psujemy się i krzywdzimy innych, dzięki czemu każdy z nas ma duszę pełną ukłuć, dopóki nie zabliźni ich pogarda.