Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 04.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— „Kradł jabłka na wystawie, proszę wielmożnego pana, więc kazali zaprowadzić go do ratusza“ — objaśnił policjant.
— „Jak mamę kocham... jak Bozię kocham... nie brałem jabłek!... — krzyczał chłopak, bijąc się w piersi. — Ja chciałem tylko poprawić jabłko, żeby nie spadło, a pan Mateusz, woźny, powiedział, że kradłem...“
Owym jegomością, który zatrzymał policjanta, był czcigodny D., nauczyciel matematyki, a zarazem inspektor szkoły realnej. Rozmówił się z obecnym przy awanturze członkiem zarządu wystawy i Eisenfedera uwolnił z rąk policjanta.
— „Możesz iść do domu“ — rzekł D.
Ale chłopak nie ruszył się z miejsca. Oparł się o ścianę i zasłoniwszy twarz obu rękoma, płakał, że się serce krajało, i powtarzał:
— „Ja nie brałem... ja tylko chciałem poprawić jabłko. To pan Mateusz, który kłóci się z moimi rodzicami, przez zemstę nazwał mnie... O mój Boże!...“
Zacny nauczyciel pogłaskał chłopca i odprowadziwszy go na bok, rzekł:
— „Uspokój się Eisenfeder i idź do domu... Ja ci wierzę i mam nadzieję, że do jutra wyjaśni się nieporozumienie.“
Istotnie, sprawa wyjaśniła się o tyle, że znaleziono kilka osób, które widziały, iż Eisenfeder tylko dotknął jabłka, leżącego na szczycie grupy, ale bynajmniej nie chował go do kieszeni.
— Dramat zakończony sielanką!... — rzekł Basetla.
— Zobaczysz, jaka to ładna sielanka — ciągnął Parmezan. — Zapominasz, że na aresztowanie Eisenfedera patrzało kilkanaście osób, i że chłopak miał kolegów, drugoklasistów. Dzieci zaś, jak wiadomo, niekiedy odznaczają się tygrysiemi instynktami...
— I nie dzieci!... — wtrącił Basetla.
— Eisenfeder był usprawiedliwiony wobec władzy szkolnej, ale nie zdołał przejednać kolegów, którzy, dla miłości