Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Z przyjemnością wziąłbym pana do swojej bryczki, a chłopak wiózłby za nami rower… Ale, widzi pan — dodał tajemniczo — parę dni temu uciekł z więzienia Olejarek… Wie pan, ten sławny rozbójnik… Policja szuka go po wszystkich kątach, więc, gdyby nas spotkał jaki oddziałek a zaczepił o legitymacje, mógłby pan znaleźć się w kłopotliwem położeniu, no i ja z panem… A tymczasem ja jadę do Warszawy, i muszę być tam na szóstą, choćby pioruny biły…
— Ja mam przy sobie książeczkę legitymacyjną i bilet na rower — odparłem, ciągle dziwiąc się.
— A to dobrze!… bardzo dobrze… Ale pan dobrodziej śmiały!… — zaczął jegomość z innej beczki. — Taki kawał drogi puszczać się, gdy Olejarek uciekł z więzienia…
— Cha!… cha!… — wybuchnąłem szyderczym śmiechem. — A niechże tu przyjdzie ten pański Olejarek i niech mnie zaczepi!… Dostanie taką kulę w łeb…
— Pan dobrodziej masz broń? — pytał ciekawie rejent.
— Sześciostrzałowy rewolwer amerykański…
— I nie lękałbyś się pan Olejarka?…
— Nawet trzech…
— I legitymacje ma pan w porządku?
— Przecież powiedziałem…
Klasnął w ręce i podskoczył na bryczce.
— W takim razie niech pan siada i jedzie ze mną, a chłopak przywiezie za nami rower…
Ponieważ w tej chwili chłopak nadciągnął z wozem, więc rejent kazał mu wziąć maszynę, a mnie zaprosił do bryczki.
— Zawdy na mojem stanęło!… — mruknął furman z fioletowym nosem. Zaciął konie i wjechał na piaszczystą drogę boczną, która prowadziła do stacji kolejowej.
— Nie pyskuj!… — Walek, nie pyskuj, kiedy cię nie pytają — zgromił go rejent. — Co to tam widać na szosie?…
— Dwa Żydy! — odparł furman.
— Jędrek! — zwrócił się rejent do jadącego za nami chło-