Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


otworzył pod Wrocławiem fabrykę zbytkownych mydeł, obsadził ją Żydami i swoich robotników dopuścił do udziału w zyskach. Ja, najzdolniejszy z pośród moich kolegów, zostałem buchalterem i muszę wysługiwać się innym za dwa tysiące rubli!…
Gdybym uczył się w gimnazjum matematyki i fizyki, byłbym dziś inżynierem, a gdybym w czasie studjów handlowych więcej czasu poświęcał obranemu fachowi, zapewne miałbym dziś większą pensję i wyższy awans przed sobą.
Oto dlaczego za każdy rok nauki oddałbym rok życia i dlaczego widok studentów budzi we mnie żal i zazdrość.
Dopiłem czekoladę, dojadłem ciastko… basta!… trzeba jechać dalej. Już jest wpół do dziesiątej. W ciągu kilkunastu minut przebiegłem myślą sześć czy osiem lat życia. Dowód — co warte życie ludzkie!
Zapłaciłem kelnerowi, wskoczyłem na siodło, znowu lecę jak ptak. Niebo, o ile je widać z pomiędzy dachów, jest pogodne, termometr wskazuje dziesięć stopni, kurzu niema, słowem — piękny dzień majowy, akurat na leczniczy spacer. Czuję taki zapas sił muskularnych, iż chyba przez cały dzień mógłbym nie zsiadać z roweru… Wtem, na zakręcie ulicy…
To ona!… Karolina… O mało nie dostałem się pomiędzy tramwaj i dorożkę… Na szczęście nie była to Karolina, ale pani adwokatowa Y., bardzo piękna brunetka.
Nie, ja nie mogę jechać za miasto w takim stopniu zdenerwowania. Już wprawdzie nie mam trudnego oddechu, ale te długie igły w ciele wciąż mi się przypominają, wciąż niemi zawadzam o kamienice i balkony. W dodatku mam nową przykrość: nieopisany wstręt do zakalcowatych bułek i zeschniętej szynki, którą mnie poczęstowała Rózia. Gdyby nie wstyd, rzuciłbym na ulicę te przysmaki, tak obrzydliwemi wydają mi się po czekoladzie i ciastkach.
Co za szkoda, co za szkoda — że wypisałem się z Towarzystwa cyklistów!… Mógłbym zawrócić do cyklodromu i tam,