Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uczyć, a ja już nie!… Za każdy rok uczenia się chętnie oddałbym dziś rok życia; tylko niestety — niema banku, który zdyskontowałby ten weksel.
Dopiero, kiedy człowiek dojrzeje i zdobędzie tak zwane stanowisko, dopiero wówczas rozumie nietylko wartość nauki, ale i niepowrotnosć zmarnowanego czasu. Ilu rzeczy ja dziś nie wiem, o których wiedzą inni; a ile razy palił mnie wstyd za moją niewiadomość!…
Podano czekoladę. Sparzyłem sobie usta, ale nie pozbyłem się przykrych myśli. Czy to ja dzisiaj nie mógłbym mieć dwudziestu tysięcy rubli rocznie, tak samo jak mąż niewiernej Karoliny, gdybym się był porządnie uczył?… Ależ naturalnie, że miałbym!… Przecie w szkołach uchodziłem za jednego z najzdolniejszych uczniów; tymczasem dziś moi mniej zdolni koledzy już porobili karjery, o jakich ja nawet marzyć nie mogę.
Pijąc czekoladę i jedząc świeże ciastka, przypominałem młode lata. Do szkół chodziłem we Lwowie, jednocześnie z Fryderykiem Szulcem, synem pewnego emeryta Niemca, i z Baruchem Holzenknopf, jedynakiem Żydówki, wdowy, która miała sklepik galanteryjny. Umyślnie wspominam te dwie osobistości, ponieważ przez wiele lat kpiliśmy z nich, nazywając nurkami i kowalami, za to, że każdy uczył się nietylko przedmiotów szkolnych, ale i pozaszkolnych i nie przyjmował udziału w naszych koleżeńsko-społecznych zajęciach.
Pamiętam, że w piątej klasie, cały rok zeszedł nam nad roztrząsaniem kwestji, komuby wystawić pomnik we Lwowie — Mickiewiczowi czy Słowackiemu? Jedni głosowali za Mickiewiczem, drudzy za Słowackim, inni za Florjańskim; wytworzyły się partje, miał nawet odbyć się pojedynek… A tymczasem Fryderyk Szulc i Baruch Holzenknopf znaleźli sobie tanią nauczycielkę i przez ten rok nauczyli się wcale dobrze francuskiego. Od wakacyj już każdy z nich czytał francuskie dzieła, co, o ile pamiętam, trochę mnie irytowało.