Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 03.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W kilka godzin później, gdym zmówił pacierz i Zdrowaś Marja na intencją podróżnych, których zaskoczyła burza, zapytałem matki:
— Prawda, mamo, że jeżeli podróżnych spotka zawieja, a oni modlą się, wtedy Bóg zsyła anioła, który im pokazuje drogę?
— Prawda, moje dziecko.
— Anioł idzie przed końmi, i one same trafiają do domu, bez furmana?
— Tak, moje dziecko.
— A gdyby ten stary człowiek zgubił drogę i modlił się, czy jemu Pan Bóg już nie zesłałby anioła?
— Bóg jest miłosierny, moje dziecko, i nad najlichszem stworzeniem rozciąga swoją opiekę.
Położyłem się spokojniejszy i już bez trwogi przysłuchiwałem się zgiełkowi burzy. Zdawało mi się, że Bóg tej nocy nie śpi, lecz, schylony nad zawiejką, od czasu do czasu odgarnia kłęby śnieżycy, patrząc, czy gdzie w polu nie błąka się podróżny, aby mu zesłać anioła. Byłem nawet pewny, że kiedy niekiedy nad szumem wichru, skrzypieniem drzew i klekotem wstrząsanych okienic, słyszę potężny głos, mówiący:
— Wstawaj, anioł!...
Potem na chwilę robiła się cisza.
— Nic nie będzie staremu człowiekowi — rzekłem do siebie i twardo usnąłem.


∗             ∗

Nowy rok zaczął się bardzo dobrze. Pan Dobrzański pierwszy raz dał mi cenzurę, na pięknym papierze, ozdobionym girlandą, gdzie wypisał wszystkie stopnie celujące, sprawowanie wzorowe i promocją do klasy wstępnej. Za to mama kazała mi zrobić sanki.
Były to malutkie saneczki, ale jakąż wielką miałem z nich