Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Bardzo jestem kontenta, że znowu panią widzę. Ciągle nam przeszkadzają nagadać się. Pani musi wciąż tańczyć albo bawić gości, a ja...
„A pani dlaczego nie tańczy?“
— O, ja siedzę przy mojej córeczce... Jużem ją położyła spać.
„Zapewne i w pokoju stołowym ma pani dużo zajęcia?“
— Miałam bardzo dużo, ale bona wyprowadziła mnie stamtąd.
„Więc dlaczegóż pani nie idzie do gabinetu papy?“
— Byłam i tam, ale papa kazał mi wyjść, bo jest za wiele dymu.
„Więc gdzież pani bawi, gdy ja tańczę?“
— Siedzę za portjerą i boję się, żeby mnie kto nie zobaczył...
„To pani jest bardzo nieszczęśliwą, szczerze panią żałuję!...“
Skończywszy rozmowę z samą sobą, dziewczynka wybuchnęła śmiechem i klaszcząc w rączki, zgięta wpół, przybiegła do lustra.
— Dobre, kochane lusterko... Żebyś nie ty, jakby mi było smutno!
I wspiąwszy się na paluszkach, dodała:

— Chodź, dam ci zato buzi... Tylko ostrożnie, żeby nas kto nie zeszedł...