Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— To podobno jego kuzyn — dodawali inni.
— Szczęśliwy człowiek! Co roku posuwa się o jeden szczebel wgórę. Pamiętam go przecie, jak nie miał co jadać na kursach, a dziś — młóci po dwa tuziny ostryg codzień.
Norcio, jako wnuk jenerała, urodzony z hrabianki Gęgałskiej, pomimo swego pesymizmu i brutalstwa, obracał się wśród najlepszych towarzystw. Ponieważ był hojny, lubił wyprawiać huczne kolacje, dużo przegrywał i bez miary pożyczał pieniędzy, ludzie więc cierpieli go i szanowali. Ponieważ zaś uchodził za miljonera, niejeden zatem ojciec pragnął mu powierzyć swoją córkę.
Norcio cenił wprawdzie kawalerską swobodę, lecz myślał też i o zmianie stanu, ponieważ lekarze radzili mu, ażeby się jak najśpieszniej ożenił. Byłby to nawet zrobił oddawna, gdyby nie jasnooka mężateczka, za którą od pół roku przepadał, pielęgnując w sercu pewne nadzieje wzajemności.
Głównie miał on dwie partje na oku. Jedną była panna Idalja, córka przemysłowca, oparta na posagu, wynoszącym pół miljona rubli, — drugą zaś panna Cecylja, córka właściciela dużego ziemskiego majątku, mniej posażna, ale ładniejsza i młodsza.
Ponieważ Idalja była, jak to mówią, pod ręką, bo w mieście, — Norcio więc popędy swego serca dzielił tymczasem między nią i młodą mężatkę.
Plunio, który poznał się z tem całem towarzystwem, wspierał przyjaciela, jak umiał.
Niekiedy mężczyźni żartowali z niego.
— Mój panie Kichalski — mówił jeden — ależ Norcio wymyśla panu w oczy.
— Wolę to, aniżeli gdyby mnie za oczy obmawiał. Zresztą zbyt go kocham i zanadto dobrze znam, ażebym się miał obrażać — odparł Plunio, a potem dodał:
Kto wszystko poznał, ten wszystko przebaczył!
— Więc w oczach pańskich Zgrzytowicz ma wartość wyższą?