Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A czy wiesz — dodał — że przez sześć lat... prawie kochałem się w starej Weronice...
Na to już pani Felicja nie odpowiedziała nic. Objęła tylko męża rękoma za szyję i okrywając go pocałunkami, rozpłakała się rzewnie.
Wkrótce jednak wszystko się uspokoiło i cały wieczór zeszedł małżonkom tak wesoło, jak nikomu i nigdy, tem bardziej, że zaraz po kolacji stara emerytka wpadła w sen, któregoby jej świstak alpejski pozazdrościł. Obudziwszy się jednak i zobaczywszy radość państwa Adamów, rzekła tonem głębokiego przekonania:
— Już to niema, jak w mojem towarzystwie! Ja, choć jestem trochę w wieku, umiem jednak zastosować się do młodych i wszystkich zabawić. Czasem nawet udają mi się dowcipy, choć nigdy nad niemi głowy nie suszę...
Jakby na potwierdzenie tej dobrej opinji o swej pani, piesek Mimi począł ziewać i drapać się w ucho tylną łapą. Potem jeszcze większa zapanowała radość, zgodnie ze słowami Pisma, które w tym dniu obiecuje „pokój i szczęście ludziom dobrej woli na ziemi!“
Ci jednak, którymby nie wszystko szło po myśli, niech się nie smucą i nadziei nie tracą. Świat urządzono tak, że gdy w jednem miejscu deszcz pada, w drugiem pogoda świeci.

KONIEC TOMU PIERWSZEGO.