Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


człowiek nieposzlakowany, do policji, do parafji, albo do „Kurjera“ i tam robił ogłoszenia, wzywając wszystkich uczciwych znalazców o zwrot zguby za nagrodą, jeżeli takowej żądać będzie.
Otóż ośmielam się twierdzić, że człowiek niewszystko przed światem ogłasza. Każdy z nas ma jakąś słabostkę, którą prędzejby zamurował, aniżeli bliźnim swoim okazał. Znam przecie kilku głupich, którym wszyscy z rzadką jednomyślnością przyznają, że są głupimi. Oni sami jednak nigdy tego o sobie nie powiedzieli, lecz przeciwnie, w każdej chwili gotowi są składać dowody rozumu.
Bez obrazy osób interesowanych myślę, że pan Adam w takiem właśnie znalazł się położeniu. Nosił w sercu drzazgę, która mu dokuczała, lecz odsłaniać jej nie myślał. Z początku wstydził się tylko tego, że pamięta o podobnej drobnostce, później wstydził się swoich uczuć. Gdy mu raz powiedziano, że musi mieć jakąś tajemnicę, zaczerwienił się jak młokos, schwytany na paleniu papierosów, — a wpadł w gniew, gdy mu powiedziano, że się kocha.
Tymczasem parę razy zmienił lokal i porobił wiele nowych znajomości. Że zaś był młody, dość przystojny i miał niezależne utrzymanie, a przytem wyminął trzydziestkę, ludzie więc dobrzy poczęli go swatać tak gwałtownie, że się wkońcu ożenił.
Nowa pani Adamowa była posażna, ładna i zupełnie dobra kobieta. Grała też na fortepianie. — „Jedyne praktyczne przepisy“ — i — „Trzysta sześćdziesiąt pięć obiadów“ umiała napamięć i wogóle posiadała bardzo wiele cennych przymiotów na małżonkę. Skutkiem tego, państwo młodzi cukrowy rok przeżyli jak w raju. Widywano ich razem na balach, w teatrze i w salonach prywatnych, gdzie pani odznaczała się wesołością i wdziękami, a pan uprzejmością i taktem. Nie miał on zwyczaju (jak to bywa niekiedy w pierwszym roku) skakać do oczu młodym ludziom, którzy prawili komplimenta jego